Wstaje lekko się chwiejąc. Tata na pewno się o mnie martwi, jeszcze nigdy nie siedziałam w tym miejscu tak długo.
Moja ulubiona kryjówka od świata. Znalazłam je z nim po śmierci mojej matki. Miałam w tedy trzynaście lat. Odkryliśmy je przypadkiem. Zabrał mnie na spacer, niefortunnie się potknęłam, a przy okazji zwichnęłam kostkę. W tedy usiedliśmy pod pierwszym napotkanym drzewie. Tego razu po raz pierwszy ujrzałam piękno tego miejsca.
Otaczały nas pola, wokół była rzeczka, a dalej były lasy. Powietrze było takie czyste, mogłam godzinami tam leżeć wpatrując się w niebo. Nieważne jakie były warunki atmosferyczne wiało, padało! I tak jest do dziś.
Aby dojść do domu muszę przejść kawałek po trawie, potem przez mostek i trochę lasu, wyjść na ulice a stamtąd mam trzy minuty do domu. Droga zajmuje mi jakieś sześć minut drogi.
~*~
-Tato! Jestem!
-Ness, zaczynałem się już trochę niepokoić!
-Przepraszam.
Idąc
do swojego pokoju wzięłam torbę, którą jak wróciłam ze szkoły walnęłam w
kąt. Jednak nie chciało mi się odrabiać lekcji. A że była już
dziewiętnasta poszłam na parapet, aby móc patrzeć się w chmury.
~*~