wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 2


 Czarny las, otaczający całą powierzchnię. Jest ciemno, choinki są tak wysokie, że zakrywają jasne niebo. Idę przed siebie, a łzy z coraz większą prędkością spadają na moje blade policzki. Odwracam się. Za mną stoi mężczyzna. Wzrok utkwiony mam na jego butach, stąd wiem, że stoi przede mną facet. Ma białe supry. Ja nie podnoszę wzroku, a on zbliża się do mnie i przyciąga tak, że stoimy teraz wtuleni w siebie. Jego zapach doprowadza mnie do szału. Mogłabym tak całymi dniami.
-Nie płacz, już jest dobrze. -Powiedział swoim anielskim głosem.

~*~


-Ness! Obudź się! Spóźnisz się do szkoły! -Te krzyki nie dawały mi spokoju.
-Jeszcze chwilę. -Odparłam 
-Za dwadzieścia minut musisz wyjść, ja nie kłamie. 
 Momentalnie się ocknęłam 
-Co!? Dlaczego wcześniej mi nie mogłeś powiedzieć?
 Wstaje i biorę pierwsze lepsze rzeczy które mam pod ręką i pędzę do łazienki. W skład wszeła luźna brązowa koszulka i ciemnoniebieskie rurki.
  Myje zęby i schodzę a raczej biegnę do kuchni. Odbieram od taty kanapkę z serem i popijając gorącą herbatą, już po dwóch minutach jej nie mam.
-Ja już idę, powinnam być po trzynastej w domu! Pa! -Praktycznie krzycze biorąc torbę i wychodząc.


~*~

 Do szkoły nie mam daleko, jakieś dziesięć, piętnaście minut drogi. Dlatego zazwyczaj chodzę pierwszo. 
 W liceum nie zawsze mi się układa. Chodzi o oceny jak też o otoczenie. Można powiedzieć, że tak naprawdę nigdy nie miałam bliskiego przyjaciela. Tak to racja, że teraz mam Emily i Alice. Ale czy mogę je nazywać w ten sposób? Blondynka o zielonych oczach, to znaczy Em. wie o mnie prawie wszystko od czasu naszej dość trudnej rozmowy. Teraz Al. po niej nie wiem czego mam się spodziewać. Fakt jest taki, że przez ostatnie miesiące spędziłam z nią wiele czasu, ale ona nie wie co tak naprawdę w sobie ukrywam...

 ~*~


 Matematyka, dzieło szatana. Patrząc na matematyczkę w krótkich blond włosach, niebieskich oczach. O uśmiechu niestety nie mogę nic powiedzieć, ponieważ przy nas tego nie robi. Mogę dodać, że nie jest zbyt wysoka, chuda i miła. Dawno powinna odejść na emeryturę. 
-Ness do tablicy. -Zawołała do mnie z pewnością siebie.
Spaliłam głupa, zawsze robię się czerwona. Czuje to, policzki mnie pieką.
 Na szczęście przykład nie jest trudny wystarczy podzielić, podejmować, i wszystko podsumować.


~*~


  Tak jak wczorajszego dnia weszłam do domu, rzucam torbę w kąt. Taty nie ma w domu, więc muszę napisać mu wiadomość.
  Biorę jakąś tartkę i długopis.

"Tato nie martw się jestem tam gdzie zawsze.
                                                  Ness."


~*~



 Świeci słońce, ale jest na tyle dobrze, że łatwo jest obserwować niebo. Wyjęłam telefon, na zegarku wskazywała godzina dwudziesta. No nic trzeba wracać. Wstaję i idę.
  Chmury się zebrały. Jest dokładnie tak samo jak wtedy kiedy ona zginęła. Umarła. Trudno jest patrzeć na bliską ci osobę, jak z dania na dzień czuje się i wygląda coraz gorzej. To łamie serce. Tak, moja mama miała cholerną białaczkę. Raka którego już nie dało się wyleczyć. Myśli o niej przychodzą i odchodzą. Minęły już cztery lata odkąd...
 Czuje ból, zdezorientowana rozglądam się, by zobaczyć z kim się zderzyłam. Moim oczom ukazał się blondyn z lekko uniesionymi włosami na żel.
-Przepraszamm, nie chciałem
-Nie, to moja wina, powinnam uważać. -W tym momencie spojrzałam na jego oczy. Miał niebieskie, a mówił trochę, jakby z Irlandzkim akcentem.
-Nie przedstawiłem się, Niall, Niall Horan.
  Moje usta się uśmiechały, a po oczach nie było widać jakiejkolwiek oznaki radości.
-Ness Stuart.
-Przepraszam, ale muszę już iść. Bardzo się śpieszę. Mam nadzieje, że się jeszcze spotkamy.
-Pewnie, do zobaczenia.
  Uśmiechną się przez co zobaczyłam jego równe, białe zęby oraz ledwo zauważalny aparat.



~*~


 Czuje się dobrze, naprawdę dobrze. Wzrok skierowany na włączony telewizor. W ręku trzymając pilot, nie potrafiąc przełączyć na żaden kanał. Nie wiem co się dzieje dookoła, nie potrafię się włączyć, jestem nieobecna. 
-Ness mówię coś do ciebie!! -Wszystko przerwał głos, który wydobywał się z ust mojego ojca, Stiva. 
-Przepraszam, co mówiłeś?
-Eeeh już nieważne, lepiej już idź spać. -Powiedział wstając. -Ja też już idę.
-No dobra.

~*~
 

sobota, 25 maja 2013

Rozdział 1


Wstaje lekko się chwiejąc. Tata na pewno się o mnie martwi, jeszcze nigdy nie siedziałam w tym miejscu tak długo.
  Moja ulubiona kryjówka od świata. Znalazłam je z nim po śmierci mojej matki. Miałam w tedy trzynaście lat. Odkryliśmy je przypadkiem. Zabrał mnie na spacer, niefortunnie się potknęłam, a przy okazji zwichnęłam kostkę. W tedy usiedliśmy pod pierwszym napotkanym drzewie. Tego razu po raz pierwszy ujrzałam piękno tego miejsca.
 Otaczały nas pola, wokół była rzeczka, a dalej były lasy. Powietrze było takie czyste, mogłam godzinami tam leżeć wpatrując się w niebo. Nieważne jakie były warunki atmosferyczne wiało, padało! I tak jest do dziś.
 Aby dojść do domu muszę przejść kawałek po trawie, potem przez mostek i trochę lasu, wyjść na ulice a stamtąd mam trzy minuty do domu. Droga zajmuje mi jakieś sześć minut drogi.

~*~

-Tato! Jestem! 
-Ness, zaczynałem się już trochę niepokoić!
-Przepraszam.

 Idąc do swojego pokoju wzięłam torbę, którą jak wróciłam ze szkoły walnęłam w kąt. Jednak nie chciało mi się odrabiać lekcji. A że była już dziewiętnasta poszłam na parapet, aby móc patrzeć się w chmury.

~*~